Ostatnio pisałam tylko pozytywne opinie więc dziś dla równowagi we wszechświecie postanowiłam sobie trochę pomarudzić. Chciałabym Was zaprosić na recenzję kosmetyku firmy Balea Dusch-Soft-Öl Balsam.
Ideę balsamów pod prysznic wprowadziła oczywiście Nivea, jednak pierwszym kosmetykiem tego typu który trafił w moje ręce jest brzoskwiniowa wersja Balei przeznaczona dla osób o bardzo suchej skórze. Zawiera "bogaty kompleks olei" roślinnych i faktycznie jeżeli zagłębimy się w skład to na wysokich miejscach znajdziemy olej słonecznikowy, olej z awokado, olej ze słodkich migdałów a ponad to masło shea i glicerynę.
Kosmetyk ma bardzo lekką konsystencję i neutralny zapach. Jego używanie szybkie i proste, kiedy jednak przyszło mi ocenić efekty działania poczułam lekkie rozczarowanie...
Ok, żeby nie było skóra po nim nie jest ani sucha ani szorstka, ale śpieszę dodać, że ciało mam raczej normalne. W pierwszej chwili można nawet wyczuć lekki film jednak po krótkim czasie on znika a my zostajemy z uczuciem, że nic właściwie nie zrobiliśmy....
Dodam jeszcze, że zarówno Balea jak i Nivea twierdzą, że balsamy pod prysznic to idealne rozwiązanie dla osób zabieganych, że używając ich będziemy oszczędzać nasz cenny czas. Szczerze? Może faktycznie uda się nam zaoszczędzić... no nie wiem... 2 minuty, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę efekty to okaże się, że czas poświęcony na natarcie się tym cudem straciliśmy bez sensu i nawet dość niska cena Balei nam tego nie zrekompensuje.
Osobiście nie polecam tego kosmetyku nikomu a osoby o faktycznie bardzo suchej skórze wręcz przed nim ostrzegam.
Właściwie w tym wpisie chciałam tylko opisać swoje doświadczenia w powyższym jegomościem, ale będąc ostatnio u koleżanki zauważyłam pod prysznicem kosmetyki z Nivei. Z ciekawości zapytałam jakie jest Jej zdanie na ich temat i ku wielkiemu zaskoczeniu usłyszałam, że używa ich z wielkim zadowoleniem, od razu też zaznaczyła mi, że biała wersja (In-Dusch Body Lotion) jest Jej zdaniem o niebo lepsza. Dodatkowo dowiedziałam się, że w drogeriach pojawiły się miniaturki In-Dusch Body Milk, no więc postanowiłam sprawdzić na sobie działanie oryginału.
Od razu dodaję, że miniaturka to tylko 50 ml a nie 400 ml jak w przypadku Balei. Ta ilość wystarczyła mi dokładnie na jedno użycie, więc poniższa opinia to tylko pierwsze wrażenie.
Konsystencja jest jeszcze luźniejsza od Balei a zapach typowy dla klasycznych produktów Nivei. Skład nie tak ciekawy- produkt właściwie oparty jest na parafinie, ale mi akurat ona nigdy jeszcze krzywdy nie zrobiła, więc nie widzę powodu dla którego miałabym jej unikać.
Po użyciu na skórze wyczuwalny jest film, który o wiele lepiej się utrzymuje, dalej jednak nie można nazwać tego idealnym nawilżeniem. Jak na moje oko w przypadku tej wersji gra dalej nie jest warta świeczki.... choć przyznam, że Lotion mnie teraz kusi... (a niech Cie Aśka!!!☺)
Na koniec składy obu produktów:
Znacie? Lubicie?
Pozdrawiam ♥
czwartek, 5 czerwca 2014
niedziela, 1 czerwca 2014
Catrice Gem Into The Future
Ha! Wiedziałam, że spodobają się Wam lakiery holo z Catrice, które pokazywałam tutaj. Śpieszę więc pokazać jak prezentują się pozostałe kolory. Dziś na tapecie czyli na paznokciach odcień C05 Gem Into The Future.
Tak jak pisałam w ostatnim poście to jedyny lakier z posiadanej przeze mnie trójki który ma dobrze wykrojony pędzelek, więc malowanie nim to czyta przyjemność. Pięknie kryje przy standardowych dwóch warstwach, szybko wysycha na płytce i trzyma się jak marzenie ☺. Nie straszne mu wiosenne porządki a dodam, że nie nakładam na niego żadnego top coatu.
W kwestii prezentowania się na paznokciach efekt holo jest oczywiście najlepiej widoczny w świetle- sztucznym, naturalnym- obojętne. Wersja Gem Into The Future wzbogacona jest o flejksy które natomiast ładnie wyglądają gdy naokoło jest szaro i buro. To jednak bardzo subtelny dodatek, nie spodziewajcie się szału, a już na pewno nie spodziewajcie się, że uda się Wam je na tych zdjęciach dostrzec ☺.
Na marginesie: Naklejka którą widzicie na zdjęciach pochodzi z firmy Essence. Kiedy ją przyklejałam dałabym się zabić, że jest czarna... jak się okazuje czasami własnym oczom nie można wierzyć... Ale do meritum. Generalnie nie polecam tego typu upiększeń na holograficznych lakierach- jak widać przeźroczysta część naklejki zdecydowanie przeszkadza. Szkoda...
I to już wszystko na dziś, mam nadzieję, że lakier się Wam spodobał. Już niedługo pokażę Wam trzecią ostatnią sztukę jaką posiadam z kolekcji Haute Future.
Pozdrawiam ♥
Tak jak pisałam w ostatnim poście to jedyny lakier z posiadanej przeze mnie trójki który ma dobrze wykrojony pędzelek, więc malowanie nim to czyta przyjemność. Pięknie kryje przy standardowych dwóch warstwach, szybko wysycha na płytce i trzyma się jak marzenie ☺. Nie straszne mu wiosenne porządki a dodam, że nie nakładam na niego żadnego top coatu.
W kwestii prezentowania się na paznokciach efekt holo jest oczywiście najlepiej widoczny w świetle- sztucznym, naturalnym- obojętne. Wersja Gem Into The Future wzbogacona jest o flejksy które natomiast ładnie wyglądają gdy naokoło jest szaro i buro. To jednak bardzo subtelny dodatek, nie spodziewajcie się szału, a już na pewno nie spodziewajcie się, że uda się Wam je na tych zdjęciach dostrzec ☺.
Na marginesie: Naklejka którą widzicie na zdjęciach pochodzi z firmy Essence. Kiedy ją przyklejałam dałabym się zabić, że jest czarna... jak się okazuje czasami własnym oczom nie można wierzyć... Ale do meritum. Generalnie nie polecam tego typu upiększeń na holograficznych lakierach- jak widać przeźroczysta część naklejki zdecydowanie przeszkadza. Szkoda...
I to już wszystko na dziś, mam nadzieję, że lakier się Wam spodobał. Już niedługo pokażę Wam trzecią ostatnią sztukę jaką posiadam z kolekcji Haute Future.
Pozdrawiam ♥
wtorek, 27 maja 2014
Łazienka MANGO pachnąca
Zapach w mojej łazience to dla mnie ważna rzecz- podczas codziennego prysznica lub kąpieli lubię otaczać się ładnymi aromatami. To dla mnie chwile relaksu, czas odprężenia...
Dziś chciałabym pokazać Wam produkty, które ostatnio u mnie królują:
Wiosna w pełni, aura coraz częściej rozpieszcza nas ciepłymi, słonecznymi dniami. W tej części roku najchętniej wybieram soczyste zapachy- aktualnie postawiłam na mango.
Mango Mambo to część aktualnej kolekcji letniej. Żel pachnie tak świeżo i soczyście, że aż chciałoby się go wypić z butelki.
Kosmetyk ma bardzo przyjemną konsystencję- nie jest ani za luźny ani za gęsty- ot taki w sam raz. Ma ładny pomarańczowy kolor. Na ciele tworzy przyjemną pianę a dodatkowo wypełnia łazienkę soczystym zapachem.
Przyznam szczerze, że do żeli Balea podchodzę zawsze z wielkim dystansem, jeden z nich (nie pamiętam który dokładnie) kiedyś mnie nieprzyjemnie uczulił. Tego problemu nie miałam przy Mango Mambo więc spokojnie mogę Wam polecić ten produkt.
Kosmetyk ma gęstą, galaretowatą konsystencję i mocno wyczuwalne drobinki peelingujące. Podoba mi się fakt, że producent postanowił go zamknąć w stojącej tubie- zawartość ścieka na dół więc nie mamy problemu z wydobyciem produktu. Zapach jest lżejszy, trochę bardziej stonowany niż prezentowany powyżej żel pod prysznic jednak dalej jest to bardzo świeży i co ważniejsze wiernie oddany aromat mango.
Na opakowaniu znajdziemy obietnice poprawy miękkości i jędrności skóry, wygładzenia oraz skutecznego oczyszczenia i szczerze mówiąc nie można się z tym nie zgodzić, od tego są przecież peelingi ☺.
Pojemność to 200 ml.
Zacznijmy od zapachu, bo to temat przewodni tego posta. Podobnie jak wyżej balsam ma lekko stonowany, ale dalej świeży i bardzo przyjemny zapach mango.
Kosmetyk ma 400 ml pojemności i jest zamknięty w bardzo wygodne opakowanie.
Konsystencja jest standardowa jak na balsam do ciała przystało- jest dość lekka, ale nie lejąca się. Bezproblemowo można wydobyć produkt z opakowania. W tym miejscu zatrzymam się na moment- jak zapewne się orientujecie Lirene ma wiele kosmetyków zamkniętych w buteleczki o tym kształcie. Muszę przyznać, ze jestem ich dużą fanką- nie tylko są ładne i estetycznie wykonane, ale są bardzo praktyczne. Kiedy tylko zauważam, że produkt zaczyna się wykańczać stawiam go "na głowie" i bez walki zużywam resztę.
Wracając jednak do samej zawartości. Balsam po rozprowadzeniu na skórze dość szybko się wchłania nie robiąc problemów podczas ubierania się. Nie jest to może najlepszy nawilżacz świata. Jeżeli macie problemy z bardzo przesuszoną skórą to moim zdaniem na początek lepiej jest wybrać kosmetyki o bardziej treściwej konsystencji jak masła czy oleje. Jeżeli już uda się Wam doprowadzić ciało do odpowiedniego stanu to stosowanie tego balsamu pomoże Wam utrzymać właściwy poziom nawilżenia. Dodatkowo piękny zapach mango przez jakiś czas utrzymuje się na skórze co mi skutecznie poprawia nastrój.
Na koniec dla dociekliwych zestaw składów powyższych kosmetyków:
Dajcie mi znać na jakie Wy zapachy stawiacie tej wiosny?
Pozdrawiam :*
Dziś chciałabym pokazać Wam produkty, które ostatnio u mnie królują:
Wiosna w pełni, aura coraz częściej rozpieszcza nas ciepłymi, słonecznymi dniami. W tej części roku najchętniej wybieram soczyste zapachy- aktualnie postawiłam na mango.
Żel pod prysznic Balea Mango Mambo
Ośmielę się stwierdzić, że żele to jedne z najpopularniejszych kosmetyków Balea. Za pojemność 300 ml trzeba zapłacić około 0,65 euro, niektóre kolekcje są odrobinę droższe, ale cena tak czy siak nie przekracza 1 euro. Zdecydowanym walorem jest wybór dostępnych wersji zapachowych, dodajmy do tego limitowane kolekcje i jesteśmy z aromatycznym niebie.Mango Mambo to część aktualnej kolekcji letniej. Żel pachnie tak świeżo i soczyście, że aż chciałoby się go wypić z butelki.
Kosmetyk ma bardzo przyjemną konsystencję- nie jest ani za luźny ani za gęsty- ot taki w sam raz. Ma ładny pomarańczowy kolor. Na ciele tworzy przyjemną pianę a dodatkowo wypełnia łazienkę soczystym zapachem.
Przyznam szczerze, że do żeli Balea podchodzę zawsze z wielkim dystansem, jeden z nich (nie pamiętam który dokładnie) kiedyś mnie nieprzyjemnie uczulił. Tego problemu nie miałam przy Mango Mambo więc spokojnie mogę Wam polecić ten produkt.
Gruboziarnisty peeling Lirene Youngy 20+ Juicy Mango
O potrzebie ścierania martwego naskórka nie trzeba chyba pisać, każdy wie, że to jeden z tych zabiegów, który powinien być wykonywany regularnie w naszym domowym zaciszu. Aktualnie mi z pomocą przychodzi gruboziarnisty peeling, który jest częścią serii Youngy 20+ od Lirene.Kosmetyk ma gęstą, galaretowatą konsystencję i mocno wyczuwalne drobinki peelingujące. Podoba mi się fakt, że producent postanowił go zamknąć w stojącej tubie- zawartość ścieka na dół więc nie mamy problemu z wydobyciem produktu. Zapach jest lżejszy, trochę bardziej stonowany niż prezentowany powyżej żel pod prysznic jednak dalej jest to bardzo świeży i co ważniejsze wiernie oddany aromat mango.
Na opakowaniu znajdziemy obietnice poprawy miękkości i jędrności skóry, wygładzenia oraz skutecznego oczyszczenia i szczerze mówiąc nie można się z tym nie zgodzić, od tego są przecież peelingi ☺.
Pojemność to 200 ml.
Balsam do ciała Lirene Youngy 20+ Jucy Mango
Ostatnim kosmetykiem z mojej fantastycznej trójki jest balsam do ciała. Jest to część tej samej serii Youngy 20+ co prezentowany wyżej peeling.Zacznijmy od zapachu, bo to temat przewodni tego posta. Podobnie jak wyżej balsam ma lekko stonowany, ale dalej świeży i bardzo przyjemny zapach mango.
Kosmetyk ma 400 ml pojemności i jest zamknięty w bardzo wygodne opakowanie.
Konsystencja jest standardowa jak na balsam do ciała przystało- jest dość lekka, ale nie lejąca się. Bezproblemowo można wydobyć produkt z opakowania. W tym miejscu zatrzymam się na moment- jak zapewne się orientujecie Lirene ma wiele kosmetyków zamkniętych w buteleczki o tym kształcie. Muszę przyznać, ze jestem ich dużą fanką- nie tylko są ładne i estetycznie wykonane, ale są bardzo praktyczne. Kiedy tylko zauważam, że produkt zaczyna się wykańczać stawiam go "na głowie" i bez walki zużywam resztę.
Wracając jednak do samej zawartości. Balsam po rozprowadzeniu na skórze dość szybko się wchłania nie robiąc problemów podczas ubierania się. Nie jest to może najlepszy nawilżacz świata. Jeżeli macie problemy z bardzo przesuszoną skórą to moim zdaniem na początek lepiej jest wybrać kosmetyki o bardziej treściwej konsystencji jak masła czy oleje. Jeżeli już uda się Wam doprowadzić ciało do odpowiedniego stanu to stosowanie tego balsamu pomoże Wam utrzymać właściwy poziom nawilżenia. Dodatkowo piękny zapach mango przez jakiś czas utrzymuje się na skórze co mi skutecznie poprawia nastrój.
Na koniec dla dociekliwych zestaw składów powyższych kosmetyków:
Dajcie mi znać na jakie Wy zapachy stawiacie tej wiosny?
Pozdrawiam :*
środa, 14 maja 2014
Skarby Syberii- współpraca
Podjęłam współpracę ze sklepem Skarby Syberii który w swojej ofercie ma duży wybór kosmetyków rosyjskich. Zgodnie ze swoim zwyczajem na początku chciałabym Wam zaprezentować paczkę z rzeczami, które otrzymałam do testów.
Podczas uzgadniania warunków ustaliliśmy, że kosmetyki wybiorę sobie sama- najlepiej wiem czego używam i czego potrzebuję. Starałam się wybierać rzeczy z różnych kategorii oraz różnych firm, żeby każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie.
Zacznijmy może od produktów do pielęgnacji twarzy.
W tej kategorii wybrałam Serum Zwężające Pory z Organicznym Olejem Manuki z firmy Organic Therapy KLIK. Jak sama nazwa wskazuje kosmetyk przeznaczony jest dla osób posiadających cerę tłustą lub mieszaną. Stosuje się go pod krem na dzień. Produkt zamknięty jest w wygodne opakowanie typu air less i ma pojemność 50 ml.
Drugim kosmetykiem jest Maseczka do twarzy na noc Night Detox z firmy Natura Siberica KLIK.
Przeznaczona jest do wszystkich typów skóry. Ma za zadanie oczyszczać skórę, regenerować ją i przywrócić bilans.
Kosmetyk można stosować zamiast kremu na noc, nie wymaga zmywania. Jego pojemność to 75 ml.
Tak się złożyło, że właśnie wykończyłam kremy, które aktualnie testowałam a których recenzja pojawi się w najbliższym czasie, więc powyższe kosmetyki zaczynam testować od zaraz.
Zostając na chwilę w obszarze twarzy chciałabym Wam pokazać kosmetyk który mnie szalenie zaciekawił. Jest to Północne mydło detoksykujące- Głębokie Oczyszczanie Skóry Twarzy z firmy Natura Siberica KLIK.
Mydło wykonane jest z węgla aktywowanego, które wg obietnic producenta ma wchłaniać powierzchowne i głębokie zanieczyszczenie porów skóry. W zestawie znajduje się gąbka, którą przed użyciem powinniśmy zmoczyć a następnie nałożyć niewielką ilość mydła i umyć buzię. Zabieg można powtarzać nie więcej niż dwa razy w tygodniu.
Kosmetyk ma pojemność 120 ml i jedno z najpiękniejszych opakowań jakie w życiu widziałam ♥♥♥!!!
Kolejny produkt przeznaczony jest do pielęgnacji skórek wokół paznokci. Pochodzi z firmy Organic Shop a jego pełna nazwa to Ekologiczny Olejek do Zmiękczania Skórek- Makadamia i Kakao KLIK.
Ostatnio niestety mocno zaniedbałam skórki wokół paznokci, mam więc nadzieję, że ten kosmetyk pomoże mi doprowadzić je do odpowiedniego stanu. W składzie oprócz wspomnianych w nazwie oleju makadamii oraz masła kakaowego znajdziemy oliwę z oliwek i olej słonecznikowy.
Produkt ma pojemność 30 ml i wyposażony jest w wygodne opakowanie z pipetą.
Ostatni kosmetyk przeznaczony jest do pielęgnacji ciała. Pochodzi z firmy Love 2 Mix Organic i jest to Organiczny Kojący Krem do Ciała na Noc- Mięta i Lawenda KLIK.
O mój Boże jak to pachnie!!! Połączenie odprężającej lawendy z orzeźwiającą miętą pieprzową. Wyobrażam sobie, że użycie tego kremu wieczorem po długim upalnym dniu musi mieć fantastyczny wpływ na nasze zmysły. Z tego właśnie powodu postanowiłam przesunąć test odrobinę w czasie, przyjrzę się mu dokładniej kiedy temperatura na zewnątrz się podniesie ☺
Produkt ma pojemność 250 ml.
I to już wszystkie nowości, które trafiły w moje ręce. Oprócz zaprezentowanych tu kosmetyków sklep Skarby Syberii dołożył do paczki jeden zestaw, który będzie nagrodą w konkursie lub rozdaniu jakie niedługo pojawi się na moim blogu. Z góry zapraszam ☺
Pozdrawiam ♥
Podczas uzgadniania warunków ustaliliśmy, że kosmetyki wybiorę sobie sama- najlepiej wiem czego używam i czego potrzebuję. Starałam się wybierać rzeczy z różnych kategorii oraz różnych firm, żeby każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie.
Zacznijmy może od produktów do pielęgnacji twarzy.
W tej kategorii wybrałam Serum Zwężające Pory z Organicznym Olejem Manuki z firmy Organic Therapy KLIK. Jak sama nazwa wskazuje kosmetyk przeznaczony jest dla osób posiadających cerę tłustą lub mieszaną. Stosuje się go pod krem na dzień. Produkt zamknięty jest w wygodne opakowanie typu air less i ma pojemność 50 ml.
Drugim kosmetykiem jest Maseczka do twarzy na noc Night Detox z firmy Natura Siberica KLIK.
Przeznaczona jest do wszystkich typów skóry. Ma za zadanie oczyszczać skórę, regenerować ją i przywrócić bilans.
Kosmetyk można stosować zamiast kremu na noc, nie wymaga zmywania. Jego pojemność to 75 ml.
Tak się złożyło, że właśnie wykończyłam kremy, które aktualnie testowałam a których recenzja pojawi się w najbliższym czasie, więc powyższe kosmetyki zaczynam testować od zaraz.
Zostając na chwilę w obszarze twarzy chciałabym Wam pokazać kosmetyk który mnie szalenie zaciekawił. Jest to Północne mydło detoksykujące- Głębokie Oczyszczanie Skóry Twarzy z firmy Natura Siberica KLIK.
Mydło wykonane jest z węgla aktywowanego, które wg obietnic producenta ma wchłaniać powierzchowne i głębokie zanieczyszczenie porów skóry. W zestawie znajduje się gąbka, którą przed użyciem powinniśmy zmoczyć a następnie nałożyć niewielką ilość mydła i umyć buzię. Zabieg można powtarzać nie więcej niż dwa razy w tygodniu.
Kosmetyk ma pojemność 120 ml i jedno z najpiękniejszych opakowań jakie w życiu widziałam ♥♥♥!!!
Kolejny produkt przeznaczony jest do pielęgnacji skórek wokół paznokci. Pochodzi z firmy Organic Shop a jego pełna nazwa to Ekologiczny Olejek do Zmiękczania Skórek- Makadamia i Kakao KLIK.
Ostatnio niestety mocno zaniedbałam skórki wokół paznokci, mam więc nadzieję, że ten kosmetyk pomoże mi doprowadzić je do odpowiedniego stanu. W składzie oprócz wspomnianych w nazwie oleju makadamii oraz masła kakaowego znajdziemy oliwę z oliwek i olej słonecznikowy.
Produkt ma pojemność 30 ml i wyposażony jest w wygodne opakowanie z pipetą.
Ostatni kosmetyk przeznaczony jest do pielęgnacji ciała. Pochodzi z firmy Love 2 Mix Organic i jest to Organiczny Kojący Krem do Ciała na Noc- Mięta i Lawenda KLIK.
O mój Boże jak to pachnie!!! Połączenie odprężającej lawendy z orzeźwiającą miętą pieprzową. Wyobrażam sobie, że użycie tego kremu wieczorem po długim upalnym dniu musi mieć fantastyczny wpływ na nasze zmysły. Z tego właśnie powodu postanowiłam przesunąć test odrobinę w czasie, przyjrzę się mu dokładniej kiedy temperatura na zewnątrz się podniesie ☺
Produkt ma pojemność 250 ml.
I to już wszystkie nowości, które trafiły w moje ręce. Oprócz zaprezentowanych tu kosmetyków sklep Skarby Syberii dołożył do paczki jeden zestaw, który będzie nagrodą w konkursie lub rozdaniu jakie niedługo pojawi się na moim blogu. Z góry zapraszam ☺
Pozdrawiam ♥
Catrice Haute Future
Czas limitowanej kolekcji Catrice Haute Future w Niemczech dobiega końca. W drogeriach można jeszcze znaleźć resztki oferowanych tam kosmetyków, przy odrobinie szczęścia można się nawet załapać na wyprzedaże. Niemniej z tego co się orientuję limitowanki wchodzą do Polski z pewnym opóźnieniem więc chciałabym Wam zarekomendować lakiery do paznokci które ostatnio szczerze pokochałam.
Cała kolekcja jest bardzo futurystyczna- błyszcząca, holograficzna i takie właśnie wykończenie mają wybrane przeze mnie kolory lakierów. Efekt ten jest bardzo dobrze widoczny na płytce paznokcia o dziwo nie były to łatwe obiekty do fotografowania.
Za co je lubię? W trzech słowach- za to jak pięknie się prezentują, za to jak szybko wysychają oraz za świetną trwałość ♥
Jedynym minusem jakim w nich zauważyłam to kształt pędzelka. Mam wrażenie, że producent chciał dobrze ale nie do końca mu się udało. Na poniższych zdjęciach widać jak nierówno są docięte. Kształt ten lekko utrudnia aplikację, obsługi lakieru trzeba się nauczyć, ale gra zdecydowanie jest warta świeczki!!!
C01 Eletrix Blue
C03 iROSEdescent, którego mogliście zobaczyć już tutaj.
C05 Gem Into The Future oprócz efektu holo ma zatopione flejksy oraz jedyny udany pędzelek ☺
Jesteście fankami holo czy wolicie kremowe wykończenia? Dajcie znać czy zainteresowałam Was tymi lakierami. W najbliższych postach pokażę Wam pozostałą dwójkę w akcji ;)
Pozdrawiam ♥
Cała kolekcja jest bardzo futurystyczna- błyszcząca, holograficzna i takie właśnie wykończenie mają wybrane przeze mnie kolory lakierów. Efekt ten jest bardzo dobrze widoczny na płytce paznokcia o dziwo nie były to łatwe obiekty do fotografowania.
Za co je lubię? W trzech słowach- za to jak pięknie się prezentują, za to jak szybko wysychają oraz za świetną trwałość ♥
Jedynym minusem jakim w nich zauważyłam to kształt pędzelka. Mam wrażenie, że producent chciał dobrze ale nie do końca mu się udało. Na poniższych zdjęciach widać jak nierówno są docięte. Kształt ten lekko utrudnia aplikację, obsługi lakieru trzeba się nauczyć, ale gra zdecydowanie jest warta świeczki!!!
C01 Eletrix Blue
C03 iROSEdescent, którego mogliście zobaczyć już tutaj.
C05 Gem Into The Future oprócz efektu holo ma zatopione flejksy oraz jedyny udany pędzelek ☺
Jesteście fankami holo czy wolicie kremowe wykończenia? Dajcie znać czy zainteresowałam Was tymi lakierami. W najbliższych postach pokażę Wam pozostałą dwójkę w akcji ;)
Pozdrawiam ♥
niedziela, 11 maja 2014
Balea- bodycreme Sheabutter- recenzja
Chciałabym Was dziś zaprosić na recenzję kremu do ciała z firmy Balea. Z góry szczerze uprzedzam- bardzo polubiłam się z tym kosmetykiem więc mam zamiar piać z zachwytu....
Jak każdy na pewno wie Balea to tak zwana marka domowa sieci drogerii dm. W ofercie kremów do ciała mamy do wyboru takie wersje jak kokos czy prezentowany powyżej masło shea, okresowo pojawiają się również limitowane kolekcje zapachowe jak np grejpfrut, brzoskwinia itp, myślę, że każdy znalazły coś dla siebie.Krem zapakowany jest w plastikowy słoik o pojemności 500 ml, jego cena to mniej niż 2 euro.
Kosmetyk ma luźną, dość lekką konsystencję przypominającą balsam. Bardzo ładnie rozprowadza się na ciele i nie smuży. Po wchłonięciu zostaje lekko wyczuwalna warstwa, coś na kształt płaszcza ochronnego, która powoduje że skóra jest miękka, gładka i przyjemna w dotyku. Warstwa ta nie jest tłusta i nie przeszkadza podczas ubierania się. Dodatkowym atutem jest przyjemny lekki zapach kremu, określiłabym go mianem ciepłego, otulającego ale dalej neutralnego. Zapach ten przez jakiś czas jest wyczuwalny, jednocześnie nie kłóci się z innymi kosmetykami.
Coś co bardzo zainteresowało mnie w tym kremie to jego skład. Za wspomniane wcześniej niecałe 2 euro mamy produkt, w którym znajdziemy takie dobroci jak masło shea, olej arganowy, olej kokosowy czy glicerynę. Oczywiście jest to tani kosmetyk drogeryjny więc są tu również mniej przyjazne składniki, zresztą dla dociekliwych dodaję pełny spis:
Działanie kremu jest po prostu bajeczne. Kosmetyk przepięknie nawilża skórę. Wiele godzin po aplikacja jest ona wciąż miękka i gładka w dotyku. Kolejnym atutem jest duża wydajność spowodowana jego pojemnością oraz wspomniana wcześniej łatwość użycia.
Szczerze mówiąc nie dopatrzyłam się w nim żadnych minusów dlatego szczerze chciałabym Wam go polecić.
Jeżeli już testowałyście ten produkt lub inne wersje kremów do ciała z Balea to chętnie poznam Waszą opinię na ich temat. Ja mam zamiar w przyszłości powracać do nich. Następnym razem chyba skuszę się na jakiś soczyście letni zapach.
Pozdrawiam :*
środa, 2 kwietnia 2014
Catrice- iROSEdescent
Dziś znowu będzie lakierowo. Przepraszam, że się powtarzam, ale tak jakoś wyszło że najwięcej mam przygotowanych zdjęć paznokci, a nie chciałabym znowu robić długich przerw w blogowaniu- wystarczy że mój szanowny małżonek wymyśla mi coraz to nowe projekty, które skutecznie wypełniają mój wolny czas... Ale ja nie o tym ☺
Chciałabym zaprezentować Wam lakier z najnowszej limitowanej kolekcji Catrice Haute Future. Całą kolekcję możecie zobaczyć np tutaj. Mnie z niej najbardziej zainteresowały lakiery właśnie, ale powstrzymałam w sklepie dziką chęć wrzucenia do koszyka wszystkiego jak leci i postanowiłam przetestować jedną, wybraną sztukę. Wybór padł na odcień C03 iROSEdescent.
Jak widać na zdjęciach jest to lakier holograficzny, przepięknie mieniący się na paznokciach.
Jakość samego lakieru jest bardzo dobra- pełne krycie i głębie koloru uzyskujemy przy standardowych dwóch warstwach, dodatkowo całość bardzo szybko wysycha a co najważniejsze świetnie się trzyma ♥.
Coś co bardzo mnie zaskoczyło, niekoniecznie pozytywnie, to kształt pędzelka. Osobiście preferuję te które są spłaszczone, jeżeli do tego są profilowane tym lepiej. Catrice ma model spłaszczony, ale z profilowaniem przesadzili- on jest wręcz szpiczaście zakończony (tak, mogłam zrobić fotkę, sierota :/). Ja akurat mam dość wąską płytkę paznokci więc generalnie udało mi się okiełznać tego drania, ale przyznam, że przy kciukach trzeba się było lekko nagimnastykować.
Mimo tego muszę przejrzeć mój gigantyczny lakierowy zbiór- coś mi mówi, że mam odcienie podobne do tych które wpadły mi w oko. Jeżeli jednak okaże się, że tak nie jest to na pewno zapoluję na kolejne sztuki bo zdecydowanie są warte uwagi ☺.
Dodam, że wzorek wykonałam przy pomocy lakieru z p2 110 Ocean Lady (kolor wycofany).
Spodobało się Wam coś z tej kolekcji Catrice?
Pozdrawiam ♥
Chciałabym zaprezentować Wam lakier z najnowszej limitowanej kolekcji Catrice Haute Future. Całą kolekcję możecie zobaczyć np tutaj. Mnie z niej najbardziej zainteresowały lakiery właśnie, ale powstrzymałam w sklepie dziką chęć wrzucenia do koszyka wszystkiego jak leci i postanowiłam przetestować jedną, wybraną sztukę. Wybór padł na odcień C03 iROSEdescent.
Jak widać na zdjęciach jest to lakier holograficzny, przepięknie mieniący się na paznokciach.
Jakość samego lakieru jest bardzo dobra- pełne krycie i głębie koloru uzyskujemy przy standardowych dwóch warstwach, dodatkowo całość bardzo szybko wysycha a co najważniejsze świetnie się trzyma ♥.
Coś co bardzo mnie zaskoczyło, niekoniecznie pozytywnie, to kształt pędzelka. Osobiście preferuję te które są spłaszczone, jeżeli do tego są profilowane tym lepiej. Catrice ma model spłaszczony, ale z profilowaniem przesadzili- on jest wręcz szpiczaście zakończony (tak, mogłam zrobić fotkę, sierota :/). Ja akurat mam dość wąską płytkę paznokci więc generalnie udało mi się okiełznać tego drania, ale przyznam, że przy kciukach trzeba się było lekko nagimnastykować.
Mimo tego muszę przejrzeć mój gigantyczny lakierowy zbiór- coś mi mówi, że mam odcienie podobne do tych które wpadły mi w oko. Jeżeli jednak okaże się, że tak nie jest to na pewno zapoluję na kolejne sztuki bo zdecydowanie są warte uwagi ☺.
Dodam, że wzorek wykonałam przy pomocy lakieru z p2 110 Ocean Lady (kolor wycofany).
Spodobało się Wam coś z tej kolekcji Catrice?
Pozdrawiam ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















