Kolejną sztuka nie miał być jakiś przypadkowy kolor tylko konkretnie 40 Permanent Taupe.
Permanent Taupe to przyjemnie neutralny brązowo-szary, całkowicie matowy kolor. Co najważniejsze pigment rozprowadza się na skórze równomiernie nie tworząc prześwitów, plam czy innych niezbyt estetycznych kwiatków, a co za tym idzie może być makijażem samym w sobie a nie tylko kolorową bazą pod makijaż. Nie wszystkie odcienie z serii zachowują się w ten sposób (często słyszałam negatywne opinie o ich fiolecie) ale na szczęście szafa Maybelline zaopatrzona jest w testery które sobie można do woli macać przed podjęciem decyzji o zakupie.
Jak widzicie na zdjęciach prezentowana przeze mnie sztuka to niemacana nówka. Czekałam z dotknięciem jej do czasu zrobienia zdjęć (rozterki blogerki :D). Nie mogę Wam powiedzieć jak kosmetyk zachowuje się na powiece, ale mogę stwierdzić, ze na dłoni zastyga na amen, nawet mycie rąk nie jest mu straszne.
Na koniec jeszcze trochę prywaty :). Muszę Wam powiedzieć, ze uwielbiam mój namiot bezcieniowy, w którym aktualnie robię wszystkie zdjęcia. Oczywiście mam trochę więcej zabawy z budowaniem tego kramu, ale gra jest warta świeczki. To co widzę na żywo to jest na moim zdjęciu :D. Jedynym minusem jest fakt, że bez niego czuje się jak bez ręki wiec pewnie będę go ze sobą wszędzie taszczyć :)
W tej chwili już się żegnam i idę wypróbować mój taupek na powiece bo strasznie mnie korci.





